Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Kurtka z daniela i Quentin Dupieux

Georges obiecał swojej kurtce, że będzie jedyną kurtką na świecie. Pora na „Deerskin”; jelenią skórę skrojoną przez Quentina Dupieux.

„Dla faceta, który zrobił wiele pokręconych filmów, nagle oryginalne stało się zrobienie zwyczajnego filmu” – mówi o „Deerskin” Quentin Dupieux. Oto więc zwykła opowieść o szaleństwie, która wyszła spod ręki oryginała, dekonstruktora filmowych narracji, czasem artystycznego ordynusa, a zawsze ulubieńca undergroundowej widowni oraz klubowych parkietów, bo przecież Dupieux jest również wziętym DJ-em, znanym pod pseudonimem Mr. Oizo. W „Deerskin” ten surrealista czerpiący natchnienie z kina klasy B, jak sam o sobie mówi, przedstawiciel pokolenia VHS, poskramia wyobraźnię, aby, rzec można – po bożemu – snuć historię o szarym człowieku, który dostał kręćka na punkcie… kurtki ze skóry daniela. Porzućmy więc tak lubiane przez reżysera plenery kalifornijskiej pustyni i przenieśmy się na smutną prowincję gdzieś we francuskich górach. Zapomnijmy o wszechobecnych dotąd w produkcjach Dupieux beatach Mr. Oizo i posłuchajmy Joe Dassina i jego nieśmiertelnego „Et si tu n’existais pas”. Wyrzućmy też z pamięci osobliwie wyglądające indywidua, w które w produkcjach Dupieux wcielali się Eric Wareheim czy Marlin Manson. Przed nami Georges, z twarzy podobny zupełnie do nikogo; szarak, który uwierzył, że włożywszy na grzbiet „magastylową” kurtkę, będzie nie tylko „szpanował zamszem”, ale też sprawi, że jego kurtka stanie się jedyną kurtką na świecie, a on sam jedyną osobą na świecie noszącą kurtkę. Ta idée fixe głównego bohatera, mistrzowsko granego przez zdobywcę Oscara – Jeana Dujardina, sprawia, że „Deerskin” to absurdalna humoreska godna Rolanda Topora, swego rodzaju fetyszystyczny romans, a wreszcie i slasher; oczywiście osobliwy, choć na pozór całkiem zwyczajny.

Paweł Pokora

„Deerskin” do obejrzenia w naszym serwisie.