image/svg+xml image/svg+xml image/svg+xml image/svg+xml image/svg+xml
Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Benoît Poelvoorde: Człowiek pogryzł psa

Jest wielce usatysfakcjonowany, choć nie zbiera jurorskich laurów. Należy do  najpopularniejszych postaci francuskiej komedii, mimo że nie jest Francuzem.  Gra jak najęty, chociaż wciąż słychać, że kończy z pracą na planie. Oto człowiek, który powiada o sobie: „Nie jestem aktorem. Jestem Benoît Poelvoorde”.

Tylko w ciągu ostatnich pięciu latach Belg, a konkretnie Walończyk, zagrał w 11 produkcjach. Był m.in. niewszechmogącym Bogiem („Zupełnie Nowy Testament”), bystrym inaczej komisarzem policji (Oko na delikwenta) , czy naprawiaczem rowerów, który nie umie na nich jeździć (Tajemnica Raoula Taburina). I choć nie zawsze filmowa ilość idzie w jakość, publiczność tym się nie przejmuje, bo ona idzie na Poelvoorde’a. Przygarbiona sylwetka, wysokie czoło, haczykowaty nos, głos chrapliwy oraz wyłupiaste oczy – Poelvoorde mógłby grać Molierowskiego Skapena bez charakteryzacji. A do tego żywa ekspresja, tak miła widzom nad Sekwaną. Na skali rozpiętej między powściągliwością Jacques’a Tati a wybuchowością Louisa de Funèsa, Poelvoodre bliższy jest temu ostatniemu. Jeśli zaś chodzi o dzisiejsze gwiazdy komedii, takie jak Dany Boon, Jamel Debbouze albo Kad Merad, nie ma sobie równych pod względem komediowych erupcji.

O jego nieustannej pracy na planach filmowych, mówi się, że ma coś z aktorskiej bulimii. Poelvoorde uważa się natomiast za lenia. Nie planuje kariery, za każdym razem uprzedza, że gra ostatni raz. Potem przyjmuje jednak następne propozycje. Twierdzi pół serio, że robi to z chrześcijańskiej dobroczynności. Poza tym: „Reżyser proponujący ci rolę jest niczym osoba na balu, która prosi cię do tańca. Trudno powiedzieć: nie” – wyjaśnia Poelvoorde na łamach „Le Parisien”. I dodaje: „Zwłaszcza, jeśli jesteś po drinku”. Wysokość honorarium nie ma decydującego znaczenia, lecz aktor, jedno z trojga dzieci sklepikarki oraz kierowcy ciężarówki z Namur, nie ukrywa, że obsesyjnie boi się braku pieniędzy i sytuacji, w której po jego śmierci żona zostałaby bez grosza. Jest jeszcze jeden aspekt – praca to dla aktora ucieczka przed depresją i alkoholem.

Młody Poelvoorde, dusza artystyczna, grywał na perkusji, myślał o stworzeniu zespołu rockowego i w rodzinnym mieście uczył się rysunku w ITCF Félicien Rops. Zawodowym grafikiem jednak nie został. Poznał bowiem takich samych trzpiotów jak on: braci Belvaux, André Bonzela oraz Vincenta Taviera. W ruch poszła słynna kamera Kodaka Super 8. Zaczęło się kręcenie krótkometrażowych fabuł, prześmiewczych i pastiszowych. Studenci dobrze się bawili, lecz żarty skończyły się w 1992 roku wraz z premierą produkcji „Człowiek pogryzł psa”. Została ona po trzykroć wyróżniona na festiwalu w Cannes. „Człowiek…” to chropowaty, kręcony z ręki czarno-biały mockument, w którym reporterzy towarzyszą poczynaniom notorycznego zabójcy (gra go Poelvoorde); to film pełen okrucieństwa, a zarazem rozprawiający się z popkulturowym mitem seryjnego mordercy. Dziś ma status produkcji kultowej. Znaleźć można go we wszelkich zestawieniach przedstawiających dziesiątkę najważniejszych filmów belgijskich. Losy nieopierzonych twórców tego paradokumentu potoczyły się różnie. Dość powiedzieć, że Poelvoorde, podchodzący z największym dystansem do filmowej kariery, okazał się jedynym, który ową karierę zrobił. W Cannes był później jurorem. W 2004 roku zasiadał w jury pod przewodnictwem Quentina Tarantino, dobrze pamiętającego paradokument „Człowiek pogryzł psa” – reżyser musiał przecież stoczyć bój z ochroniarzem, żeby dostać się na oblegany seans w Cannes w 1992 roku.

Z anegdot wiadomo, że komediowi aktorzy bywają prywatnie mrukliwi i ponurzy. W przypadku Poelvoorde’a tak nie jest. Nie może usiedzieć na miejscu – potwierdza, że z tej przyczyny odrzucił, a jednak!, rolę sparaliżowanego paryskiego burżuja w późniejszym przeboju „Nietykalni”. Poza tym wciąż: mówi, mówi, mówi. Jego żona twierdzi, że cierpi na werbalne nietrzymanie moczu. Jego bohaterowie wydają się do niego podobni, lecz on nie ma z tym problemu. „Nie jestem aktorem. Jestem Benoît Poelvoorde” – powiada, po czym rozmiesza ekipę filmową poza planem i szaleje tak, że łapie kontuzje; głównie w rolach „rowerowych”, ostatnio w „Tajemnicy Raoula Taburina”, kiedyś w „Rowerze Lamberta” . „Jego impulsywne wybory nie pozwalają mu na otrzymanie ról, na które zasługuje” – żałuje Fabrice Du Welz, który obsadził Poelvoorde’a w dramacie „Adoration” z 2019 roku. Aktor gra złamanego przez życie wdowca, opiekuna wodnego rezerwatu przyrody. Zdaniem wielu krytyków to prawdziwa kreacja Poelvoorde’a – skupiona, niepokojąca, poetycka, równa występowi w przejmujących „Trzech sercach”.  Etatowy trefniś Belgów i Francuzów, do dziś niezapomniane są pełne sarkazmu i czarnego humoru popisy Poelvoorde’a jako pana Manatane’a w serii prześmiewczych miniatur emitowanych w Canal+ , być może jeszcze nie raz poskromi aktorskie ADHD, aby dać satysfakcję bywalcom canneńskich festiwali.

Paweł Pokora

Filmy z udziałem Benoît Poelvoorde’a dostępne w naszym serwisie:

„Asterix na olimpiadzie”
„Coco Chanel”
Oko na delikwenta
„Rodzina do wynajęcia”
„Siedem dni, nie więcej”
„Tajemnica Raoula Taburina”