Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Moje TOP 3! Marcin Rosłoń o najlepszych meczach tego sezonu Premier League

Sezon 2019/2020 nadal trwa. Stan zawieszenia to z jednej strony niezłomna nadzieja, że będzie można go dokończyć, z drugiej obawa, że zostanie anulowany.
Opublikowany przez Maciej Zaręba 2 kwiecień 2020

Wiadomo, że mecze bez kibiców komentuje się i odbiera w telewizorach zwyczajnie kiepsko, nie czuć trybun, nie widać niepowtarzalnego kolorytu kibiców, brak tej mistrzowskiej otoczki, która odróżnia nawet najgorszy ligowy mecz od najlepszego sparingu. Ale sytuacja, w której znalazł się świat, sprawia, że narzekanie schodzi na dalszy plan i powrót Jej Wysokości Premier League nawet w okrojonej postaci, jest dla nas chłopięcym, przepraszam, dziewczęcym również, marzeniem, bo bardzo dużo kobiet zakochała się w angielskiej lidze bez pamięci. I słusznie!
***
Jack Grealish jest lżejszy o dwie tygodniówki, bagatela 150 tysięcy funtów. Kwota gigantyczna, ale gdy słyszymy, że nałożona przez władze Aston Villi kara, wesprze działanie szpitala w Birmingham w walce z koronawirusem, to nawet nam jakoś raźniej, że taaaka kasa trafi do najbardziej potrzebujących. Angielskie kluby w różny sposób będą realizowały swoją wewnętrzną politykę oszczędności w okresie przejściowym. W Newcastle na pierwszy ogień poszły obniżki pracowników określanych jako non-playing stuff. W Tottenhamie Daniel Levy też tnie wydatki. I tak sobie od razu myślimy, że bajeczny stadion Spurs mógł być przecież „ciut tańszy”, powiedzmy o jakieś 200 milionów funtów, byłaby poducha dla drugoplanowych pracowników klubu na każdy kryzys i na lata. A Tottenham Hotspur Stadium i tak byłby kosmiczny. Ale ekonomia tak chyba nie działa. Skoro w dobie recesji i przymusowych obniżek płac, programów pomocowych oraz zwolnień, rozpoczyna się trzycyfrowy w milionach wyścig o Erlinga Haalanda, a Jadon Sancho wyceniany jest na 100 milionów funtów+, to dochodzi do zderzenia dwóch światów. Od startu naszej ukochanej dyscypliny w sumie niewiele się zmieniło. W serialu „Angielska gra” widać te kontrasty gołym okiem i da się je śmiało przełożyć na nasze czasy.
***
Teraz już tylko o piłce nożnej jako grze, nie biznesie. Wybrałem z tęsknoty 3 mecze, które komentowałem i wydają mi się najciekawsze w tym sezonie. Bardziej numer pierwszy niż numer jeden, bo moje subiektywne zestawienie jest chronologiczne. Początek rozgrywek, połowa września, pękające w szwach Carrow Road. Na starcie z beniaminkiem wpada Man City. Drużyna Pepa Guardioli zdążyła zgubić dwa oczka po remisie z Tottenhamem, ale największym zmartwieniem Katalończyka była poważna kontuzja Aymerica Laporte’a. W środku obrony zagrali więc John Stones i Nicolas Otamendi. City nie ponieśli porażki z żadnym beniaminkiem od marca 2015 roku i nic wpadki na stadionie Kanarków nie zapowiadało. Zresztą nikt przy zdrowych zmysłach nie skupiał się na defensywie The Citizens, a raczej na debiutującym w Premier League w środku obrony Norwich, defensywnym pomocniku Ibrahimie Amadou. Wszyscy mu współczuli, bo to Amaodu miał przeżywać katusze w starciach z Sergio Aguero, Davidem i Bernardo Silvą oraz Raheemem Sterlingiem.

Daniel Farke zderzał się z Premier League w swoim stylu. Bez zadęcia, z dystansem, spokojem i uśmiechem. Także z odwagą, ponieważ braki kadrowe, a naliczono ich przed starciem z mistrzami Anglii aż 8!, wcale nie zmusiły Niemca do ustawiania autobusu. Na konferencji Farke zażartował nawet, że nie ma w kadrze tylu zdrowych obrońców, by móc porządny autobus zaparkować przed własną bramką. Dlatego niemiecki menedżer postawił na zdrową równowagę w atakowaniu i bronieniu. W pierwszych dwóch kwadransach City dało się zaskoczyć po kornerze i kontrataku. Kenny McLean uciekł przy rzucie rożnych Rodriemu, Teemu Pukki jak profesor rozegrał szybki atak z Toddem Cantwellem. Kontra marzenie! Genialny no look pas obok Kyle’a Walkera, Ederson wyciągnięty z bramki, Cantwell zapakował do pustaka na 2:0! Z drugiej strony taśmowo marnował stuprocentowe szanse Kun Aguero, ale w końcu zdobył ważną bramkę, bo kontaktową i zarazem do szatni.

Nikomu nawet przez myśl nie przechodziło, że ten stan może utrzymać się dłużej, po przerwie miała ruszyć obywatelska nawałnica. Nie ruszyła. Wręcz przeciwnie. W 50. minucie zatęskniono za kontuzjowanym Laportem i wieloletnim kapitanem Vincentem Kompanym, który latem pożegnał się z klubem. Nicolas Otamendi dał się zaskoczyć swojemu rodakowi Emiliano Buendii, a ten sprytnie i pięknie zagrał do Pukkiego, podobnie jak Fin przy pierwszym golu. To były bramki w stylu City Pepa Guardioli! W końcówce kontaktowe trafienie Rodriego nie odebrało Kanarkom satysfakcji ze spektakularnego triumfu. Okazało się przewrotnie, że Ibrahim Amadou zagrał na stoperze jak profesor i został wybrany MotM. Teemu Pukki po pięciu kolejkach miał 6 goli i 2 asysty. Emiliano Buendia kolekcjonował decydujące podania, żywe sreberko, czyli Todd Cantwell, pokazywał nietuzinkowe umiejętności. Norwich City przerwało serię 18 meczów bez porażki mistrzów Anglii. Liverpool odjechał od City na 5 punktów.
***
Numer 2. Moja ulubiona faza Premier League, 9 grudnia, 16. kolejka sezonu. Derby Londynu pomiędzy West Hamem a Arsenalem, komentarz z London Stadium. Wyjazd o tyle ciekawy, że miałem ten mecz komentować z Łukaszem Fabiańskim, który zgrabnie łączył oba kluby, a był w końcowej fazie rehabilitacji po poważnej kontuzji mięśnia czworogłowego uda. No i po raz pierwszy z nowego stadionu Młotów. W poniedziałek o poranku byliśmy z Fabianem umówieni w ośrodku treningowym Rush Green na wywiad, połączony ze zwiedzaniem klubu od kuchni, a wieczorem na wspólne przeżywanie emocji podczas derbów. Wypaliła tylko pierwsza część planu i to ledwo co, ponieważ Fabian uległ grypie żołądkowej dwa dni wcześniej. Po wywiadzie, podczas którego jeszcze zadziałała adrenalinka i przyjęte wcześniej lekarstwa, nadszedł potężny kryzys. Na szczęście w Londynie był także Przemek Rudzki, który nagrał wcześniej z Fabianem wywiad na żywo, a także Przemek Pełka, który komentował derby Manchesteru w sobotę (2:1 na wyjeździe dla United!), a po nich przeniósł się do Londynu, by obejrzeć ze stadionu poniedziałkowe starcie.

Nie był to wielki derbowy mecz na London Stadium, ale na pewno ciekawa była jego otoczka, towarzyszące mu przedziwne, skrajne emocje, lekki dodatkowy stres, nagłe zmiany akcji. Fabian ugrzązł w domowym łóżku pod okiem klubowego lekarza, ja ostatecznie skomentowałem to spotkanie z Przemkiem Rudzkim, któremu udało się na cito wyrobić wejściówkę media, a Przemek Pełka obejrzał mecz planowo z trybun. Arsenal pokazał przebłysk w drugim kwadransie drugiej połowy. Pierwsza część bezsprzecznie należała do Młotów, które prowadziły 1:0 po bramce Angelo Ogbonny. Gol był podejrzany, wzięty pod lupę przez VAR, jednak nie dopatrzono się zagrania ręką przez Włocha. Po przerwie to Kanonierzy zaszaleli w ofensywie. Remis – Gabriel Martinelli po szybkiej kontrze Seada Kolasinaca, prowadzenie – Nicolas Pepe po wspaniałym dryblingu i mierzonym rogalu, ustalenie wyniku na 3:1 dla The Gunners – Pierre-Emerick Aubameyang z woleja po miękkiej, bajecznej technicznie centrze od Pepe. Kanonierzy potrzebowali na to wszystko tylko 9 minut! Przełom po ponad dwóch miesiącach klęsk i rozczarowań – 4 remisy i 3 porażki w Premier League miały pójść w zapomnienie. Nie do końca się to jednak udało Freddiemu Ljungbergowi, który przejął drużynę po zwolnieniu Unaia Emery’ego pod koniec listopada.

PS. Nie dziwię, że kibice Młotów tęsknią za Upton Park, bo stadion olimpijski jest mało piłkarski. Ale trzeba przyznać, że klubowy hymn brzmi na żywo imponująco. „I’m forever blowing bubbles” na Upton Park – to dopiero musiało być odlotowe przeżycie!
***
Numer 3! Koniec lutego. I to jaki! Nie dość, że wyjątkowy, bo 29. dzień miesiąca, to jeszcze szalony mecz. Naprawdę wciąż żywe wspomnienia, przecież to było tak niedawno. Ruszamy na Vickarage Road. I już wszystko jasne! Pierwsza i jedyna zarazem porażka Liverpoolu. Od pierwszego gwizdka nic się w Watfordzie nie kleiło piłkarzom Jurgena Kloppa, zresztą sam Niemiec był wycofany, skryty za kołnierzem kurtki i mało ekspresyjny. Jakby myślami był przy szalonym zaległym zwycięstwie nad Młotami, może przy rewanżu z Atletico w Lidze Mistrzów, albo przy zbliżającym się meczu 5. rundy FA Cup z Chelsea na Stamford Bridge? Do przerwy był bezbramkowy remis, głównie dlatego, że Troy Deenay nie skorzystał z prezentu od Alissona Beckera. Szerszenie straciły nie tylko szansę na prowadzenie, ale także na długie miesiące poważnie kontuzjowanego Gerarda Deulofeu. W drugiej połowie błysnął Ismaila Sarr. Po urazie mięśnia dwugłowego uda nie było ani śladu, gdy Senegalczyk raz za razem szarżował na bramkę The Reds. Dwa gole i asysta przy lobie Troya Deenaya nie pozostawiły złudzeń, kto był piłkarzem meczu. Na Vickarage Road buzowało po golach Szerszeni! W zespole Nigela Pearsona fenomenalnie zagrał Abdoulaye Doucoure.

Liverpool wpadł w lekki dołek, Virgil van Dijk popełnił dwa kluczowe błędy przy bramkach, zaciął się tercet Mane-Firmino-Salah, nie udało się wygrać rekordowych 19 meczów z rzędu. Marzec jak wiemy, też nie rozpoczął się po myśli Jurgena Kloppa i spółki. Do mistrzostwa brakuje tylko 6 punktów, ale na nie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Tęgie głowy z Premier League radzą, jak dokończyć sezon, my, Dziewczyny i Chłopaki, (nie)cierpliwie czekamy. I wspominamy, bo co nam pozostało! A jakie jest Wasze Top 3 trwającego sezonu 2019/2020?

Marcin Rosłoń