image/svg+xml image/svg+xml image/svg+xml image/svg+xml image/svg+xml
Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Plan ewakuacji

Wciąż są młodzi, ale świat już nie jest dla nich supermarketem z możliwościami. Dzień po dniu kroczą coraz węższymi ścieżkami, które wytyczyły ich wcześniejsze działania. Aby zmienić coś w swoim życiu musieliby zdecydować się na radykalny krok: odwrócić się i zacząć uciekać, zostawiając za sobą klaustrofobiczną powszedniość.

Będąc na studiach, Ruby i Billy zawarli pakt: jeśli w przyszłości jedno z nich wyśle smsa o treści „Ucieczka”, zaś drugie odpowie tym samym hasłem, porzucą wszystko i wyruszą w wielką podróż pociągiem. Wariacki pomysł dwójki zakochanych dzieciaków. Gdzieś u jego podstaw tkwiło jednak ponure przeświadczenie, że wraz z biegiem czasu sprawy mogą potoczyć się źle i przyda się jakiś plan ewakuacji. I oto minęło kilkanaście lat: Billy wysyła wiadomość, a Ruby na nią odpowiada. Tak zaczyna się akcja stworzonego przez Vicky Jones serialu „Ucieczka” – reszta to burza, którą wywołuje owo elektryczne wyładowanie między dwoma oddalonymi od siebie i rozgoryczonymi sercami.

Starzy znajomi w pociągu, dochowujący wierności przyrzeczeniu z minionych lat; ten umiarkowanie prawdopodobny koncept fabularny uwiarygadniają odtwórcy głównych ról: Merritt Wever oraz Domhnall Gleeson. Oboje dają swoim postaciom sporą dawkę żywych, pulsujących neuroz. Ponadto nie boją się być niesympatyczni: obłudni lub złośliwi. Nie bez znaczenia jest także to, że Wever i Glees odznaczają się przeciętną urodą, nie są bóstwami ekranu, tak pięknymi, że wręcz fantastycznymi. Ruby i Billy to ludzie z krwi i kości, a ich wyprawa wydaje się zarówno romantycznym zrywem, jak i aktem autodestrukcji.

Pociąg pędzi z Nowego Jorku do Los Angeles, przez całe Stany Zjednoczone, z jednego wybrzeża na drugie. Po drodze rozwija się gorączkowy i obolały flirt kochanków na skraju wieku średniego. Nie brakuje przeszkód, wypraw w teren, komplikacji. Rytm serialu jest wściekle szybki, a jego tonacja waha się pomiędzy komedią a dramatem. W drugiej połowie sezonu, kiedy dochodzi do niespodziewanej i absurdalnej śmierci, opowieść gwałtownie skręca w mroczniejsze rejony kryminału. Ta rozpędzona maszyna narracyjna stopniowo zaczyna nieprzyjemnie zgrzytać; to wychodzą na jaw kolejne scenariuszowe niedociągnięcia. Finał jest, niestety, katastrofą. Wszelki dramaturgiczny potencjał zostaje zmarnotrawiony w trakcie nagłej i dziwnie zdawkowej konfrontacji.

Zanim jednak nadchodzi ostateczne rozczarowanie, „Ucieczka” angażuje i niekiedy nawet wzrusza. To w dużej mierze zasługa tego, że ekranowa historia posiada mityczny fundament, odwołuje się do figur kochanków-buntowników, które pojawiają się również w „Bonnie i Clydzie” Arthura Penna, „Badlands” Terrence’a Malicka czy „Prawdziwym romansie” Tony’ego Scotta. Serial obficie czerpie energię z tego popkulturowego mitu, mimo iż jednocześnie traktuje go ze sceptycyzmem i dezynwolturą.

„Ucieczka” zdaje się stworzona na czasy zarazy, upływające pod znakiem dotkliwych ograniczeń. Kiedy tkwi się pośród tych samych czterech ścian i w tym samym towarzystwie, raz po raz przeżywając prywatny Dzień Świstaka, wizja nieodpowiedzialnego wyrwania się w szeroki świat zyskuje na atrakcyjności. Serial Vicky Jones pozwala przeżyć tę fantazję – przeżyć, ale też przepracować, podobnie jak w gabinecie psychoterapeuty przepracowuje się różne rozpaczliwe myśli.

Piotr Mirski

Serial "Ucieczka" jest dostępny w naszym serwisie