Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Burnley: dźwignęli się, gdy wrócił kapitan

Wprawdzie podopieczni menedżer Seana Dyche’a zajęli miejsce tuż „nad kreską”, ale aż 11 punktów przewagi nad strefą spadkową świadczy o tym, że utrzymali się w Premier League bez większych problemów.
Opublikowany przez Rafał Nahorny 9 czerwiec 2021

Ashley Westwood uważa nawet, że w tym sezonie Burnley osiągnęło większy sukces niż dwa lata temu, gdy z 7. miejsca awansowało do eliminacji Ligi Europy. I pomocnik zespołu z Turf Moor wcale nie przesadza. Przecież „The Clarets” w ostatnich dwóch transferowych oknach wydali raptem dwa miliony funtów, a ich nowe nabytki -- bramkarz Will Norris i pomocnik Dale Stephens pełnili role zaledwie rezerwowych, i to nie pierwszego czy drugiego wyboru. W sumie Dyche mógł liczyć tylko na 15-16 zawodników, bo reszta pod względem umiejętności znacznie od nich odstawała.

Gdy ostatniego dnia października, w szóstej kolejce, Burnley przegrało u siebie 0:3 z Chelsea i zamykało ligową tabelę wielu ekspertów zaczęło powątpiewać w szanse podopiecznych Dyche’a na wygrzebanie się ze strefy spadkowej. Ale właśnie wtedy wyleczył się kapitan zespołu Ben Mee, zacerował większość dziur w obronie i wyniki uległy poprawie. A po wyjazdowej wygranej z Arsenalem na początku grudnia Burnley opuściło rejon zagrożenia i do końca sezonu już do niego nie wróciło.

Z czego zapamiętamy piłkarzy Dyche’a w sezonie 2020/21? Na pewno z tego, że przerwali fantastyczną serię 68 meczów Liverpoolu  bez porażki u siebie. Pojechali na Anfield, napastnik Ashley Barnes wykorzystał rzut karny i goście odnieśli sensacyjne zwycięstwo.

Historyczny wynik osiągnęło też Burnley na stadionie Molineux, gdzie pokonało „Wilki” aż 4:0, a tak wysokim rezultatem na wyjeździe w najwyższej klasie rozgrywkowej mogli pochwalić się po raz pierwszy od 56 lat. No i był też w tym meczu hattrick Chrisa Wooda. I to jeszcze z wszystkimi trzema golami strzelonymi w I połowie. A coś takiego zdarzyło się w Premier League dopiero po raz trzeci i po raz pierwszy od 20 lat.

Tak jak w poprzednich sezonach najlepszymi piłkarzami Burney byli wspomniani już Mee i Wood. Ale we dwóch nie daliby rady utrzymać drużyny w Premier League, przydało się więc wsparcie ze strony bramkarza Nicka Pope’a oraz drugiego srodkowego obrońcy Jamesa Tarkowskiego. Wystarczyło, że reprezentacyjnego bramkarza Anglików (nie jedzie na Euro z powodu kontuzji) zabrakło między słupkami, a zastępujący go Norris i Bailey Peacock -Farrell w 6 meczach aż 18 razy wyciągali piłki z siatki. I wszystkie te mecze Burnley przegrało…

Kibiców najbardziej jednak zaniepokoiła koszmarna passa meczów bez zwycięstwa na Turf Moor, bo po raz raz ostatni „The Clarets” wygrali u siebie w styczniu, a potem, w dziesięciu kolejnych spotkaniach co najwyżej remisowali.

W grudniu doszło na Turf Moor do zmian własnościowych. Władzę w klubie, kupując za 170 milionów funtów 84% udziałów, przejęła ALK Investment Group, którą dowodzi były bankier z Wall Street i były prezes klubu MLS, Real Salt Lake, Alan Pace. Wydaje się jednak, że wpływ amerykańskich pieniędzy na utrzymanie Burnley w lidze zbyt duży jeszcze nie był, ale latem nowi właściciele zapowiadają znaczące wzmocmnienia.

Czy dokona ich menedżer najdłużej pracujący w tym samym klubie Premier League? Przecież trwający już na posterunku na Turf Moor od 9 lat Dyche nie ukrywa, że chciałby sprawdzić się gdzie indziej. Jego nazwisko dziennikarze chętnie wymieniają, gdy kolejne kluby Premier League zwalniają szkoleniowców. Dyche jest etatowym kandydatem na ich następcę, ale żadnego z nich jeszcze nie zastąpił.

RAFAŁ NAHORNY