Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Fulham FC: Jak nie umiesz wygrywać u siebie…

Po prezentacji wszystkich beniaminków Premier League, Rafał Nahorny podsumowuje występy zespołów, które w sezonie 2020/21 w niej występowały. Od najsłabszego w lidze do mistrza Anglii.

Kilkanaście dni w listopadzie i tyle samo w grudniu. Tylko w tym czasie piłkarze beniaminka ze stołecznego Fulham mogli się cieszyć z 17. miejsca w w tabeli, tego ostatniego bezpiecznego. Bo resztę sezonu spędzili podopieczni menedżera Scotta Parkera w strefie spadkowej i zasłużenie, po zaledwie rocznym pobycie w Premier League, spadli do Championship.

- Nigdy nie wygramy żadnego meczu, jeśli powtarzać się będą takie ostatnie kwadranse, jak ten w meczu z Aston Villą – grzmiał na początku kwietnia Parker, po tym jak Fulham prowadząc 1:0, straciło trzy bramki w 78, 81 i 87 min. A kolejnych dwóch meczach z Wolves i Arsenalem było jeszcze gorzej, bo piłkarze z Craven Cottage remis i zwycięstwo wypuścili z rąk już w doliczonym czasie gry. No, ale jak się nie pamięta, że mecze trwają sześć, a nie pięć kwadransów, że kończą się z ostatnim gwizdkiem sędziego, a nie w 90 minucie, to potem jest płacz i zgrzytanie zębów.

A rzuty karne? Najpierw po strzale Aleksandara Mitrovicia piłka w meczu z Sheffiedl Utd wylądowała na poprzeczce, potem Ademola Lookman, w meczu z West Hamem, chciał skopiować Antonina Panenkę i ośmieszyć Łukasza Fabiańskiego, a w efekcie podał polskiemu bramkarzowi piłkę  do rąk, wreszcie Ivan Cavaleiro, w spotkaniu z Evertonem, zanim dobiegł do piłki zdążył się poślizgnąć i też gola nie strzelił. W ten sposób Fulham nie wykorzystało trzech „jedenastek” z rzędu, w odstępie zaledwie półtora miesiąca! Wszystko to kosztowało londyńczyków utratę aż czterech punktów.

Fulham zaczęło sezon od czterech porażek z rzędu, a pierwsze zwycięstwo odniosło dopiero w 7. kolejce. Żaden stadion w lidze nie był tak gościnny dla rywali jak stołeczne Craven Cottage. Wygrywał tu w zasadzie kto chciał i kiedy chciał, a „The Cottagers” kończyli sezon sześcioma porażkami z rzędu ma własnym obiekcie.

Na wyjazdach piłkarze Parkera przypominali sobie, że w piłkę grać potrafią i od czasu do czasu płatali figle. Świadczą o tym dobitnie zwycięstwa nad Liverpoolem, Leicester i Evertonem oraz remisy z Manchesterem United i Tottenhamem.

Jeszcze przed kwietniowym meczem z Wolves trafiła się nie lada okazja, bo ewentualne zwycięstwo nad „Wilkami” oznaczało awans na miejsce nad strefę spadkową. Tylko, że… trzeba było grać u siebie,  a na Craven Cottage piłkarze z zachodniej części Londynu  umieli w tym sezonie pokonać tylko spadkowiczów – Sheffied Utd oraz West Bromwich. I to Wolverhampton zdobyło trzy punkty.

W przekroju całego sezonu najczęściej w zespole Parkera chwalono środkowych obrońców – Tosina Adarabioyo (kupiony z Manchesteru City za 2 mln funtów) i Duńczyka Joachima Andersena (wypożyczony z Olympique’a Lyon). Zresztą defensywy czepiali się eksperci na Wyspach najmniej, bo w bramce kolegami z obrony dyrygował francuski mistrz świata Alphonse Areola, uznany przez kibiców „The Cottagers” za najlepszego piłkarza zespołu w tym sezonie. Ale im bliżej pola karnego rywali, tym Fulham kłopotów miało coraz więcej.

W drugiej linii pewniakiem był Kameruńczyk Andre-Frank Zambo-Anguissa, niezły drybler, wojownik, który jednak z tworzeniem kolegom bramkowych okazji miał problemy. Być może dlatego tak często strzelał. Efekt był jednak opłakany, bo choć uderzał 34 razy, to bramki żadnej nie zdobył.

Najbardziej jednak zawiedli napastnicy, a wśród nich Mitrović, król strzelców Championship z sezonu 2019/20. W reprezentacji Serbii strzelał z ostrej amunicji – mocno i celnie, ale w klubie tylko ślepakami. Dlatego Fulham, między innymi, zostało pierwszym zespołem w historii Premier League, który na własnym boisku strzelił mniej niż 10 goli.

Ostatnie lata udowadniają, że Fulham jest na Premier League za słabe, ale też… za dobre na Championship, bo rok po spadku zwykle wracają do elity. Czy zatem kolejny pobyt  na zapleczu ekstraklasy potrwa tylko jeden sezon? Bez Areoli, Andersena, Maji, Ainy, Lookmana, Leminy i Loftusa-Cheeka, którym skończyło się wypożyczenie łatwo nie będzie.

RAFAŁ NAHORNY