Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Transferowe lato w Premier League - część siódma

Rafał Nahorny podsumowuje kolejny tydzień ruchów na rynku transferowym angielskiej ekstraklasy

Awansowali do Premier League w dramatycznych okolicznościach, bo dopiero po barażach. A w ich finale – by pokonać Brentford – potrzebowali dogrywki i koszmarnego błędu bramkarza rywali. Ostatni wrześniowy transferowy raport rozpoczynamy zatem od beniaminka z Fulham, który po trzech kolejkach w tabeli angielskiej ekstraklasy znajduje się na szarym końcu.

Pasażer na gapę

Dwa lata temu amerykański właściciel klubu z Craven Cottage, Shahid Khan, wydał na zakup kilkunastu nowych piłkarzy aż 100 milionów funtów. Nie wystarczyło, bo londyńczycy po roku spadli z hukiem do Championship. Tego lata polityka transferowa uległa zmianie. Pieniędzmi już nie szastano. Trzech zawodników – francuskiego bramkarza Alphonse Areolę z PSG, nigeryjskiego obrońcę Olę Ainę z Torino i gabońskiego pomocnika Mario Leminę z Southampton tylko wypożyczono, a za stosunkowo niewielkie kwoty (w sumie za około 13 mln funtów) kupiono obrońców – reprezentanta USA, Antonee Robinsona i reprezentanta Holandii, Kenny’ego Tete z Olympique’u Lyon oraz pomocnika Harrisona Reeda z Southamptonu. Efekt? Fulham nie zdobyło jeszcze punktu, a menedżer Scott Parker ostrzega, że bez kolejnych wzmocnień jego zespół będzie w Premier League tylko pasażerem.

Bielsa uszczelnił obronę

Znacznie lepiej spisuje się w lidze inny beniaminek, Leeds United, choć jego nowi piłkarze – obrońca Robin Koch i napastnik Rodrigo (pisaliśmy o nich w jednym z poprzednich raportów) aklimatyzują się na Wyspach bardzo powoli. Marcelo Bielsa, doświadczony menedżer zespołu z Elland Road, w sytuacji, gdy jego zespół strzela dużo goli, ale sporo też traci, zdecydował o wzmocnieniu defensywy. Być może już w sobotę spróbuje ją uszczelnić hiszpański obrońca Diego Llorente, którego z Realu Sociedad ściągnięto za 18 mln funtów.

Portugalskie „Wilki”

Jeszcze więcej kosztował portugalski obrońca Nelson Semedo, którego z Barcelony za 26 mln kupiło Wolverhampton. Niewykluczone jednak, że ze względu na system gry preferowany przez menedżera Nuno Espirito Santo częściej będziemy go oglądać (tak jak w niedzielnym meczu z West Hamem) na prawym wahadle. Pewne jest natomiast, że z Semedo stają się Wilki jeszcze bardziej portugalskie, bo w kadrze zespołu z Molineux jest już 10 piłkarzy z Portugalii.

Kounde był za drogi

I jeszcze jeden Portugalczyk w Premier League. Po środkowego obrońcę Rubena Diasa z Benficy Lizbona sięgnął Manchester City. Zapłacił za niego fortunę, bo ponad 60 milionów funtów, pozwalając jednocześnie na odejście – w odwrotnym kierunku – argentyńskiemu weteranowi Nicolasowi Otamendiemu. Przecież nigdy w historii żaden zespół prowadzony przez Pepa Guardiolę nie stracił w jednym meczu aż pięciu goli (zdarzyło się tak dopiero w ubiegłą niedzielę przeciwko Leicester City). Uznał więc menedżer MC, że limit błędów popełnianych przez defensywę „The Citizens” został wyczerpany i nadszedł czas, by znów ją wzmocnić. A ponieważ Jules Kounde z Sevilli był za drogi kupiono Diasa.

Po dziurki w nosie

Bramkarskich błędów Hiszpana Kepy Arrizabalagi miał już po dziurki w nosie Frank Lampard, menedżer Chelsea, który wykorzystując znajomości klubowej legendy Petra Cecha, który grał kiedyś w Rennes (dziś jest dyrektorem w klubie ze Stamford Bridge), ściągnął z francuskiego klubu Edouarda Mendy’ego. Reprezentant Senegalu zdążył już nawet zadebiutować w nowym klubie, w Pucharze Ligi przeciwko Tottenhamowi, ale w konkursie rzutów karnych nie udało mu się pomóc kolegom w wywalczeniu awansu.

Prochu już nie wymyśli?

Jednym z klubów, który najbardziej ucierpiał podczas pandemii, zarówno pod względem finansowym, jak i sportowym, jest Burnley. Widać to na rynku transferowym i… w tabeli Premier League.  Ale w końcu września menedżer Sean Dyche dostał jakieś pieniądze na transfery (około 2,5 mln funtów) i na Turf Moor zameldował się 30-letni pomocnik Dale Stephens z Brightonu. Zawodnik ma opinię solidnego, ale też prochu już chyba nie wymyśli. Zresztą największym zmartwieniem Dyche’a powinno teraz pilnowanie obrońcy Jamesa Tarkowskiego, na którego zagięli parol West Ham i Leicester.

Jednego gola już strzelił

Rewelacyjnie wystartowała w tym sezonie Aston Villa. Ma komplet punktów, jako jedyna w Premier League nie straciła jeszcze gola, a przecież w lipcu rozpaczliwie broniła się przed spadkiem do Championship. Wygląda też, że w przeciwieństwie do poprzedniego lata, tym razem „The Villans” rozważnie zachowują się na transferowym rynku. Wiele wskazuje bowiem na to, że z nowego nabytku, napastnika Bertranda Traore mogą mieć sporo pożytku. Skoro wcześniej strzelał gole dla Chelsea, Vitesse, Ajaksu (grał z nim w finale Ligi Mistrzów) i Olympique’u Lyon, to dlaczego mnie miałby tego robić dla AV. Zresztą w Pucharze Ligi, z Bristol City, jedną bramkę już zdobył.

RAFAŁ NAHORNY