Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Transferowe lato w Premier League - część szósta

Meldunek Rafała Nahornego z angielskiego rynku transferowego. Działo się w ostatnim tygodniu, oj działo!

Ligę Mistrzów wygrał cztery razy, a w finałach tych rozgrywek strzelił dla Realu Madryt aż trzy gole. To chyba wystarczający powód, by to od niego rozpocząć kolejny odcinek poświęcony letniemu transferowemu okienku w Premier League. Po siedmiu latach bowiem wraca na Wyspy najlepszy piłkarz angielskiej ekstraklasy w sezonach 2010/11 i 2012/13 walijski skrzydłowy Gareth Bale. Wprawdzie to tylko roczne wypożyczenie do Tottenhamu, a nie definitywny transfer, ale chyba nikt nie wierzy w to, że Walijczyk mógłby jeszcze kiedykolwiek zagrać w barwach klubu z Santiago Bernabeu.

Kto pierwszy zadzwoni po taksówkę?

Wraca więc Bale do klubu, który w walce o zawodnika przebił Manchester United. A zapłacą londyńczycy za ten jeden sezon aż 13 milionów funtów, solidarnie złożą się też (wspólnie z Realem) na tygodniówkę zawodnika, która wynosi około 500 tysięcy funtów. Na boisku zobaczymy jednak Walijczyka dopiero za kilka tygodni, bo wcześniej musi się podleczyć i odzyskać formę. Najlepiej od razu taką, w której podbijał Europę, gdy w meczu Inter – Tottenham na San Siro w Mediolanie ścigał się z brazylijskim obrońcą Maiconem. A ponieważ wyprzedzał go z taką łatwością, dziennikarze komentowali to później słynną frazą – by dogonić Bale’a musiałby Brazylijczyk zamówić taksówkę”. Ciekawe, który obrońca z Premier League jako pierwszy będzie musiał dzwonić po taxi?

Tottenhamowi tak dobrze negocjowało się z Realem, że ubił z nim jeszcze jeden interes. Kupił lewego obrońcę Sergio Reugilona, który w ubiegłym sezonie, na wypożyczeniu w Sevilli, triumfował w Lidze Europy. Z „Kogutami” może Hiszpan powtórzyć ten wyczyn, bo przecież ich menedżer Jose Mourinho już zapowiedział, że chce wygrać te rozgrywki.

Klopp też kupuje

Z lipcowo-sierpniowej drzemki wybudził się w połowie września Liverpool. Wcześniej jego menedżer Juergen Klopp krytykował inne kluby, zwłaszcza Chelsea i Manchester City, że w ciężkich czasach pandemii szastają pieniędzmi, ale w ubiegłym tygodniu „The Reds” sami sfinalizowali dwa transfery, a kupieni Thiago Alcantara i Diogo Jota wcale nie byli tacy tani. Za reprezentanta Hiszpanii, który zaledwie miesiąc wcześniej wygrał Ligę Mistrzów z Bayernem Monachium (w 2013 roku triumfował w Champions League także z Barceloną) zapłacono ponad 20 milionów funtów, a za Portugalczyka z Wolverhampton nawet dwa razy więcej. A fakt, że Thiago zadebiutował w Liverpoolu zaledwie dwa dni po podpisaniu kontraktu świadczy o tym, że Klopp ma wobec niego poważne zamiary.

W debiucie obronił rzut karny

Dość nieoczekiwanie klubowe barwy zmienił też bramkarz uznany za najlepszego w Premier league w ubiegłym sezonie po restarcie tych rozgrywek. Przecież to w dużej mierze dzięki Emiliano Martinezowi udało się Arsenalowi zdobyć Puchar Anglii i Tarczę Wspólnoty. Argentyńczyk spisywał się w czerwcu, lipcu i sierpniu nadzwyczajnie, ale w tym samym czasie kontuzję kolana wyleczył Bernd Leno i menedżer „Kanonierów” Mikael Arteta uznał, że numerem 1 w zespole ponownie zostanie Niemiec. A ponieważ Martinez nie chciał się pogodzić z rolą rezerwowego, to – ku rozczarowaniu wielu kibiców Arsenalu – sprzedano go za 20 milionów funtów do Aston Villi. Argentyńczyk zdążył już nawet w nowym klubie obronić rzut karny i zachować czyste konto. Ciekawe tylko, jak potoczą się jego losy , gdy wyleczy się dotychczasowa „jedynka”  w zespole z Villa Park, Tom Heaton…

Nikt go nie ugryzie

Szósty transferowy raport zaczęliśmy od powrotu na Wyspy piłkarza o uznanej renomie i kończymy w ten sam sposób, bo do Premier League wrócił Branislav Ivanović. Z poprzednim angielskim klubem, stołeczną Chelsea, wywalczył serbski obrońca trzy razy mistrzostwo Anglii, wygrał Ligę Mistrzów i Ligę Europy, a teraz w West Bromwich przyjdzie mu zapewne bić się tylko o pozostanie w ekstraklasie. Ale 36-letni Ivanović wciąż jest w formie o czym świadczą zdobyte nie tak dawno z Zenitem Petersburg mistrzostwo i Puchar Rosji. Dla serbskiego obrońcy ważne jest też, że nie wrócił, a pozostał w Anglii jego prześladowca sprzed lat, Luis Suarez, co oznacza, ze nikt go w najbliższym sezonie nie ugryzie

RAFAŁ NAHORNY