Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

West Bromwich Albion: Do zobaczenia za rok?

Po prezentacji wszystkich beniaminków Premier League, Rafał Nahorny podsumowuje występy zespołów, które w sezonie 2020/21 w niej występowały. Od najsłabszego w lidze do mistrza Anglii.

Do trzech razy sztuka. Najpierw, w sezonie 2008/2009, obejmował znajdujące się w strefie spadkowej Blackburn, a potem, w sezonie 2015/16, poproszono go o wyciągnięcie z podobnych kłopotów w Sunderlandzie. Obie misje ratunkowe zakończyły się powodzeniem, a do menedżera Sama Allardyce’a przylgnął przydomek „strażaka”. Za trzecim razem już się jednak nie udało, choć gdy w połowie grudnia „Big Sam” zatrudnił się w West Bromwich Albion (zastąpił Slavena Bilicia), „The Baggies” mieli tylko trzy punkty straty do pierwszego bezpiecznego miejsca w tabeli.

Na pierwsze ligowe zwycięstwo w sezonie beniaminek musiał czekać do końca listopada. Już wcześniej, bo na początku tego miesiąca, znalazł się w strefie spadkowej, której nawet na chwilę, aż do końca sezonu, nie opuścił.

Ale nie mogło być inaczej, skoro piłkarze – najpierw za kadencji Bilicia, a potem już Allardyce’a – rozdawali punkty na prawo i lewo. Zwłaszcza u siebie byli wyjątkowo rozrzutni. No bo jak nazwać 0:3  z Leicester, 1:5 z Crystal Palace, 0:5 z Leeds, 0:3 z Aston Villą czy  0:5 z Manchesterem City. Toż to czyste rozdawnictwo!

Te wyniki wystawiają również jak najgorsze świadectwo defensywie WBA, a przecież bramkarza Sama Johnstone’a (zagra w reprezentacji Anglii w finałach Euro) wielokrotnie i jak najbardziej zasłużenie chwalono. Tyle że golkiper najczęściej ratował zespół przed jeszcze wyższą porażką, a nie zapewniał mu remis, czy zwycięstwo.

W tej sytuacji trudno znaleźć zatem racjonalne wytłumaczenie dla przebiegu i rezultatów obu meczów z Chelsea. U siebie bowiem WBA prowadziło do przerwy 3:0, a mimo to spotkanie skończyło się remisem 3:3, na Stamford Bridge zaś londyńczycy prowadzili 1:0, ale potem stracili aż pięć goli i polegli 2:5. A fakt, że gospodarze grali przez godzinę w dziesięciu niczego tu nie tłumaczy.

Zaraz po awansie do Premier League chińscy właściciele klubu z The Hawthorns wydali na transfery około 50 milionów funtów. Najwięcej kosztowali dwaj ofensywni gracze – Grady Diangana z West Hamu (20 mln) i Karlan Grant z Huddersfield (15 mln). Ich bramkowy dorobek, czyli w sumie dwa gole, świadczy o tym, że inwestycje z pewnością się nie zwróciły. Tak samo jak zatrudnienie, na zasadzie wolnego transferu, 36-letniego obrońcy Branislava Ivanovicia  trudno uznać za wzmocnienie zespołu.

Za to wykupienie ze Sportingu Lizbona, za 9 mln funtów, portugalskiego pomocnika Matheusa Pereiry, który wcześniej był tylko do WBA wypożyczony, należy ocenić wysoko. Najlepszy piłkarz Championship w sezonie 2019/2020 również w Premier League poradził sobie świetnie. Strzelił najwięcej goli (11), zaliczył najwięcej asyst (6) i pewnie „The Baggies” jeszcze na nim zarobią. Bo pomocników z tak dobrze ułożoną lewą stopą nie gra w Anglii zbyt wielu.

Także w styczniu na The Hawthorns pojawili się nowi zawodnicy. Big Sam namówił właścicieli klubu na wypożyczenie Ainsleya Maitlanda-Nilesa z Arsenalu, Mbaye’a Diagne’a z Galatasaray i Okaya Yokuslu z Celty Vigo, ale Anglik, Senegalczyk i Turek ligowego bytu WBA nie zdołali już uratować. Bo choć grał beniaminek pod wodzą Allardyce’a odważnie, to zapędzając się  pod bramkę rywala, kompletnie zapominał o… swojej bramce. 

Niewiele, bo zaledwie 140 minut w trzech meczach (w tym w dwóch w podstawowym składzie)  grał w Premier league w tym sezonie Kamil Grosicki. Zaliczył jedną asystę, co nie wystarczyło, by znaleźć uznanie w oczach selekcjonera reprezentacji Polski Paulo Sousy i pojechać na finały Euro.  

Spadło zatem WBA z Premier League po raz piąty w historii, wyrównując tym samym rekord Norwich City. Ale zespół z The Hawthorns ma dar szybkiego wracania na najwyższy szczebel rozgrywek, bo dwa razy robił to już zaledwie po roku, a dwa razy po dwóch latach. Czyli… do zobaczenia za rok?

RAFAŁ NAHORNY