Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Witamy w Premier League: Brentford FC

Rafał Nahorny przedstawia drużyny, które zapewniły sobie występy w Premier League w kampanii 2021/2022.

Brentford, czyli… pracowici jak „Pszczoły”

Piłkarze mają świadomość, że awansowali do najlepszej ligi na świecie. Twierdzą jednak, że nie przestraszą się żadnego z utytułowanych rywali. Są przekonani, że ich klub, którym rządzi Matthew Benham, biznesmen, który dorobił się wielkich pieniędzy, wygrywając w zakładach bukmacherskich, i ma także większość udziałów w duńskim Midtjylland, jest przygotowany na takie wyzwanie. Chce być więc Brentford FC beniaminkiem z krwi i kości, przynajmniej takim, jakim w ubiegłym sezonie było Leeds United.

Mimo że w fazie zasadniczej Championship strzelili podopieczni duńskiego menedżera Thomasa Franka najwięcej goli (79), to do bezpośredniego awansu do Premier League zabrakło im 4 punktów. Sezon zaczęli bowiem dość ospale i pod koniec września zajmowali dopiero 11. miejsce. Wtedy jednak „The Bees” przypomnieli sobie o przydomku, który przecież do czegoś zobowiązuje. Od początku października wzięły się więc „Pszczoły” ciężkiej do pracy, a seria 21 meczów bez porażki pozwoliła im nawet, choć tylko na chwilę, rozsiąść się w fotelu lidera. Potem jednak znów do drużyny wkradło się jakieś rozprężenie i Brentford pozwoliło się wyprzedzić zarówno Norwich jak i Watfordowi. W tej sytuacji na nic zdał się efektowny finisz, bo komplet punktów w ostatnich czterech kolejkach, i to w dodatku bez straty gola, nie pozwolił już na poprawę pozycji.

W półfinałach play off piłkarze 47-letniego Franka, który prowadzi „Pszczoły” od trzech sezonów, odprawili z kwitkiem Bournemouth, zaś w finale na Wembley zmierzyli się ze Swansea. A ponieważ takich finałów przegrali wcześniej aż cztery z rzędu, w tym ten ostatni zaledwie rok temu (po dogrywce z Fulham), tym razem nie zaniedbali niczego. I nikt w klubie nie ukrywa, że oprócz menedżera i piłkarzy duży udział w awansie miał doświadczony psycholog Michael Caulfield, który najpierw pomógł piłkarzom pozbierać się po poprzednim finale, a potem mentalnie przygotował do zwycięskiego boju ze Swansea.

Z zespołu ze wspomnianego meczu z Fulham, w wyjściowej „11” w sobotnim spotkaniu zagrało tylko sześciu piłkarzy. Wśród nieobecnych znaleźli się dwaj najskuteczniejsi w Brentfordzie w poprzednim sezonie – Oli Watkins i Said Benrahma, których kilka miesięcy temu sprzedano do Aston Villi i West Hamu. Warto w tym miejscu nadmienić, że sprzedano za godziwe pieniądze, bo w sumie za ponad 50 milionów funtów.

Ale duński menedżer „Pszczół” szybko znalazł innego wyborowego snajpera. Ivan Toney z Peterborough miał lepszą ofertę, niż z Brentfordu, bo mógł się z League One przeprowadzić od razu do Tottenhamu, ale wolał grać w Championship niż być tylko zmiennikiem Harry’ego Kane’a. Toney to 25-letni napastnik o jamajskich korzeniach, który może grać także w reprezentacji Anglii. Kosztował około 10 milionów funtów, a w pierwszym sezonie na zapleczu Premier League został królem strzelców (zdobył 31 bramek, miał też 10 asyst) i wybrano go najlepszym piłkarzem Championship.

Poza Toneyem nikt inny z Brentfordu nie znalazł uznania w oczach dokonujących wyboru piłkarzy do „Team of the Year”, ale z pewnością do filarów zespołu należeli w ubiegłym sezonie boczni obrońcy – Anglik Rico Henry i Duńczyk Henrik Dalsgaard, hiszpański pomocnik Sergi Canos oraz francuski skrzydłowy Bryan Mbuemo. Klubową szatnię zaś możemy śmiało nazwać wieżą Babel, bo w kadrze zespołu znajdują się piłkarze aż z 16 krajów, między innymi z Jamajki, Ekwadoru, Iranu, Ghany, Grenady i Nowej Zelandii. A wśród asystentów Franka są Anglik, Włoch, Hiszpan i Irlandczyk.

Brentford jest pięćdziesiątym klubem, który wystąpi w rozgrywkach Premier League i dziesiątym z Londynu. Wróciło do najwyższej klasy rozgrywkowej po 74 latach, a awans piłkarze dedykowali Robertowi Rowenowi, byłemu dyrektorowi technicznemu klubu, który zmarł w wieku 28 lat.

Ma też Brentford najmniejszy stadion w lidze (obiekt oddany do użytku w ubiegłym roku może pomieścić 17 250 kibiców), co nie przeszkadza ludziom związanym z beniaminkiem głęboko wierzyć, że „Pszczoły” przyleciały do ekstraklasy na dłużej niż jeden sezon.

RAFAŁ NAHORNY