Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Witamy w Premier League: Fulham

Rafał Nahorny przedstawia kolejnego beniaminka Premier League. Fulham uzyskało awans po barażowym zwycięstwie nad Brentford.

FULHAM, czyli wszystko albo nic

Ile pieniędzy przeznaczy na letnie transfery właściciel klubu, amerykański biznesmen Shahid Khan? Ilu nowych piłkarzy zobaczymy na Craven Cottage w sezonie 2020/21? Zaczynam od pytań, a nie gratulacji z okazji awansu do Premier League, bo mam w pamięci Fulham sprzed dwóch lat. Wtedy stołeczny beniaminek angielskiej ekstraklasy wydał na zakupy ponad 100 milionów funtów, ściągnął aż dwunastu zawodników (z niemieckim mistrzem świata Andre Schuerrle na czele) i… z hukiem spadł do Championship. Ale po zaledwie rocznej kwarantannie „The Cottagers” wracają do Premier League. Ciekawe, czy znów będą szastać pieniędzmi…

Na samym awansie Fulham zarobiło 135 milionów funtów, ale 39-letni menedżer Scott Parker zapewnia że z tragicznego w skutkach transferowego okienka w 2018 r. wyciągnięto wnioski, że tym razem londyńczycy nie wpadną w szał zakupów. Pamiętający tamten zaciąg (za kadencji Slavisy Jokanovicia) kapitan zespołu Tom Cairney wspomina, że gdy w szatni pojawiło się niemal jednocześnie kilkunastu nowych piłkarzy, to w tym samym momencie ulotnił się z niej „team spirit”. Zatem dziś Parker do kwestii wzmocnień podchodzi ostrożnie. Chce najpierw wypożyczenie pomocnika Harrisona Reeda z Southampton zamienić na transfer definitywny, a potem wypożyczyć z Tottenhamu bocznego obrońcę i skrzydłowego Ryana Sessegnona (stara się o niego także Ajax), którego Fulham sprzedało tam rok temu za 25 mln funtów.

Od początku sezonu powszechnie piłkarzy z Craven Cottage uważano za poważnego kandydata do awansu. Parker miał bowiem do dyspozycji kilku zawodników, którzy już wcześniej posmakowali gry w Premier League, z serbskim supersnajperem Aleksandarem Mitroviciem na czele. Menedżer z wyczuciem uzupełnił kadrę zespołu, wypożyczając Anthony’ego Knockaerta z Brightonu oraz Ivana Cavaleiro z Wolverhampton i rozpoczął trwający ponad rok maraton, którego zwieńczeniem był finał play off z Brentfordem.

Ale o tym, że Fulham jest jednym z faworytów do awansu piłkarze przypomnieli sobie dopiero pod koniec października. Od tamtej pory jednak zajmowali już tylko miejsca gwarantujące udział w barażach o ekstraklasę, czyli lokaty od 3 do 6, kończąc rozgrywki na 4. pozycji. W półfinałach play off z Cardiff City londyńczycy musieli sobie radzić bez kontuzjowanego króla strzelców Championship, wspomnianego Mitrovicia (w sumie zdobył 26 bramek), ale pod nieobecność Serba na wysokości zadania stanęli Neeskens Kebano i Josh Onomah. Ich gole bowiem wprowadziły Fulham do finału, którego stawkę określano w trzech słowach – wszystko albo nic. Mecz na Wembley miał sensacyjnego bohatera, bo kto mógł przypuszczać, że awans do Premier League zapewnią „The Cottagers” dwa gole lewego obrońcy Joe Bryana, w tym jeden z rzutu wolnego wykonanego z 40 metrów!

W ubiegłym sezonie Fulham starało się budować akcje od tyłu i jak najdłużej być przy piłce (średnie posiadanie piłki – 62%, tylko Leeds miało większe). Podopieczni menedżera Parkera wymienili najwięcej podań, ale ich statystyki w ataku i obronie nie rzucały na kolana. Najlepsi w lidze strzelili kilkanaście goli więcej niż londyńczycy, stracili też „The Cottagers” kilkanaście goli mniej od najskuteczniej broniących.

Wybierając „Team of the Year” w Championship eksperci Sky Sports sięgnęli po dwóch zawodników z Fulham – 23-letniego bramkarza Marka Rodaka (195 cm wzrostu, od 7 lat w klubie z Craven Cottage, ale większość czasu spędził Słowak na wypożyczeniach w niższych ligach) i Mitrovicia, zdobywcę Złotego Buta.

Fulham to szósty stołeczny klub w Premier League, co oznacza, że w sezonie 2020/21 czeka nas aż trzydzieści derbów Londynu. Czy „The Cottegers” będą w nich tylko dostarczycielem punktów? Niekoniecznie. Wprawdzie ostatnia przygoda zespołu z Craven Cottage z ekstraklasą trwała zaledwie rok ale już ta wcześniejsza aż 13 lat, a w 2010 r. Fulham awansowało do finału Ligi Europy, w którym uległo Atletico Madryt, i to dopiero po dogrywce.

RAFAŁ NAHORNY