Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Witamy w Premier League: Norwich City

Rafał Nahorny prezentuje drużyny, które zapewniły sobie występy w Premier League w kampanii 2021/2022.

Znamy już wszystkich tegorocznych beniaminków. Jako pierwsze do Premier League doleciały „Kanarki” z Norwich City, za nimi „Szerszenie” z Watfordu, wreszcie, w minioną sobotę, zameldowały się w niej – po raz pierwszy w historii – „Pszczoły” z Brentfordu.

Nie strzelili najwięcej goli, nie stracili najmniej bramek, ale przecież w lidze w pierwszej kolejności liczą się zdobyte punkty. A pod tym względem „Kanarki” z Norwich City w sezonie 2020/2021 nie miały sobie w Championship równych. Zgromadziły ich sześć więcej niż drugi w tabeli Watford i po zaledwie rocznej kwarantannie, już cztery kolejki przed końcem sezonu, zapewniły sobie awans do Premier League.

Tylko we wrześniu i na początku października ich kibice mogli myśleć, że piłkarze z Carrow Road na dłużej niż rok zagoszczą na zapleczu ekstraklasy, ale właśnie wtedy niemiecki menedżer Daniel Farke, którego nie zwolniono po spadku i pozwolono spokojnie pracować, rozprawił się z marazmem u piłkarzy i wskrzesił w ich entuzjazm. Wkrótce, w połowie listopada, w trakcie serii dziesięciu meczów bez porażki, „Kanarki” rozsiadły się w fotelu lidera Championship i już do końca sezonu nikomu nie pozwoliły się zepchnąć ze szczytu tabeli.

Zaraz po ubiegłorocznym spadku z Premier League, właściciele klubu, w tym jego największy udziałowiec, brytyjska królowa gotowania, Delia Smith, zadbali o to, by najlepsi piłkarze nie pouciekali z Carrow Road. Owszem, pozwolono odejść – Benowi Godfreyowi do Evertonu i Jamalowi Lewisowi do Newcastle (w sumie zarobiono na nich ok. 40 mln funtów), ale już dwaj pomocnicy – Argentyńczyk  Emiliano Buendia i Anglik Todd Cantwell, oraz obrońca Max Aarons, choć także mieli transferowe propozycje, musieli zostać.

Zespół uzupełniono  kilkoma piłkarzami, którzy albo kosztowali niezbyt drogo, jak Jordan Hugill z West Hamu, Kieran Dowell z Evertonu (mistrz świata do lat 20 z 2017 r.), Jacob Soerensen z Esbjerg, czy Przemysław Płacheta ze Śląska Wrocław, albo zostali tylko wypożyczeni – jak Ben Gibson z Burnley, Oliver Skipp z Tottenhamu (najlepszy z nowych nabytków, regulował tempo gry jak rutyniarz, choć ma zaledwie 20 lat), Dimitris Giannoulis z PAOK-u Saloniki i Xavi Quintilla z Villarreal. Wszyscy wymienieni mieli mniejszy lub większy udział w efektownym awansie, a polski skrzydłowy zagrał w 26 meczach w lidze (w 10 w podstawowym składzie) i strzelił jednego gola (z Preston). Wystarczyło to, by znaleźć się w reprezentacji kraju na Euro, ale czy wystarczy na regularną grę w Premier Leeague, trudno zgadnąć.

Bezsprzecznie najjaśniejszą postacią wśród „Kanarków” był Buendia. Zdobył 15 bramek, miał 16 asyst i został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu 2020/21 w Championship, w czym nie przeszkodziły mu nawet dwie czerwone kartki. A dziś filigranowy Argentyńczyk znajduje się, na pierwszym miejscu listy życzeń Arsenalu, czego nie ukrywa jego dyrektor techniczny, Edu. Norwich może liczyć więc na całkiem spory zastrzyk gotówki, bo jego dyrektor sportowy Stuart Webber twierdzi, że tylko ze względu na pandemię klub stracił około 30 milionów funtów.

Do zespołu gwiazd  Championship (Team of the Year), obok Buendii, wybrano jeszcze trzech innych piłkarzy z Norwich – króla strzelców tej ligi sprzed dwóch sezonów, fińskiego napastnika Teemu Pukkiego, który tym razem zdobył 26 bramek (między innymi ustrzelił hattricka w wygranym aż 7:0 meczu z Huddersfield), oraz obrońców – Aaronsa i Granta Hanleya.

Każda z ostatnich dwóch przygód „Kanarków” z Premier League trwała zaledwie rok. Tym razem ma być inaczej i władze klubu planują wzmocnienia przed sezonem. Na razie jednak pewne jest tylko to, że z klubem pożegna się najdłużej związany z nim zawodnik, urodzony w Ghanie reprezentant Norwegii, kapitan zespołu z Carrow Road,  Alex Tettey.

Nathan Jones, menedżer Luton Town, powiedział niedawno o Norwich City, że było w zakończonym sezonie takim Manchesterem City, tylko że na poziomie Championship. To z pewnością komplement, ale w podobnym tonie wypowiadano się rok temu o Fulham, które właśnie z hukiem spadło z Premier League...

RAFAŁ NAHORNY