Przejdź do menuPrzejdź do głównej zawartościprzejdź do wyszukiwania

Witamy w Premier League: Watford FC

Rafał Nahorny przedstawia drużyny, które zapewniły sobie występy w Premier League w kampanii 2021/2022.

Watford, czyli awans z człowiekiem znikąd

W ciągu zaledwie pięciu lat piłkarze z Vicarage Road mieli aż 10 menedżerów. Tylko w ostatnim sezonie „Szerszeni” w Premier League (2019/2020) włoski właściciel Watfordu, biznesmen Gino Pozzo, dał szansę aż czterem szkoleniowcom, ale Javi Gracia, Quique Sanchez Flores, Hayden Mullins i Nigel Pearson nie zdołali utrzymać zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Rok później jednak Watford mógł cieszyć się z powrotu do angielskiej ekstraklasy. Być może dlatego, że Pozzo już się tak bardzo nie gorączkował. Wprawdzie serbskiego trenera Vladimira Ivicia zwolnił dość szybko, bo już w grudniu, ale jego następcy Hiszpanowi Xisco dał więcej czasu. Pozwolił mu dokończyć sezon i z drugiego miejsca w Championship awansował Watford do Premier League.

Ale krajobraz po ubiegłorocznym spadku nie nastrajał optymistycznie. Odeszli przecież z klubu piłkarze, którzy wcześniej odgrywali w zespole ważne role. Abdoulaye’a Doucoure sprzedano za 20 milionów funtów do Evertonu, Craiga Dawsona do West Hamu, Etienne’a Capoue do Villarreal, Gerarda Deulofeu do Udinese, Daryla Janmaata do Den Haag, a Danny’ego Welbecka do Brightonu. Ale chętnych do opuszczenia Vicarage Road było więcej – między innymi, zgody na przeprowadzkę do Tottenhamu, WBA lub Fenerbahce nie dostał kapitan drużyny Troy Deeney.

Spośród piłkarzy, których latem ściągnięto do Watfordu sprawdzili się głównie obrońcy – Nigeryjczyk William Troost-Ekong, Chilijczyk Francisco Sierralta (obaj z Udinese, w którym właścicielem jest Giampaolo Pozzo, ojciec bossa  klubu z Vicarage Road) oraz Jeremy Ngakia z West Hamu.

„Szerszenie”, już za Ivicia, grały defensywnie, zdaniem ekspertów zbyt defensywnie. Nie traciły wiele bramek, ale zdobywały ich też nie za dużo. Serb stracił pracę po grudniowej porażce 0:2 z Huddersfield, gdy posadził na ławce rezerwowych Deeneya, mimo iż zawodnik w każdym z poprzednim trzech meczów strzelił po jednym golu (co nie zmienia faktu, że kapitan klubu z Vicarage Road ma za sobą kiepski sezon). Menedżer tłumaczył to względami dyscyplinarnymi, ale pracodawcy nie przekonał. Pożegnał się z posadą, bo Watford zajmował dopiero 5 miejsce, zastąpił  go zaś „człowiek znikąd”, bo tak określano 40-letniego Xisco, który na Wyspy przyjechał z dalekiej Gruzji, gdzie właśnie z Dinamo Tbilisi zdobył mistrzostwo kraju. Trenerskie c.v. Hiszpana i łamana angielszczyzna, jaką się posługiwał, na kolana nikogo nie rzucały, ale wcześniej, jako skrzydłowy Valencii triumfował w rozgrywkach La Liga i zdobył Puchar UEFA.

Miejsce w play off zajmowały „Szerszenie” niemal przez cały sezon, ale drugą lokatę, dającą bezpośredni awans do Premier League, zawdzięczają serii sześciu marcowych zwycięstw. Skuteczności pod bramką rywali specjalnie nie poprawili, ale we własnym polu karnym włoski lewy obrońca Adam Masina (wybrany do najlepszej „11” sezonu Championship) wraz z kolegami, w tym dwoma bramkarzami – weteranem 38-letnim Benem Fosterem i Austriakiem Danielem Bachmannem, spisywali się raczej bez zarzutu. Watford stracił najmniej bramek w lidze (30), a czyste konto zachował najwięcej razy (22). Inna sprawa, że punktował znacznie lepiej u siebie niż na obcych stadionach.

Na poziomie Championship sprawdził się łącznik pomiędzy obroną, a atakiem, czyli Will Hughes, który wraz z doświadczonym Tomem Cleverleyem dowodził drugą linią. Z kolei w przedniej formacji najokazalej prezentują się liczby senegalskiego napastnika, atakującego głównie z prawej flanki, Ismaili Sarra, który strzelił 13 goli i zaliczył 10 asyst. Ale należy pamiętać, że dwa lata temu na tego zawodnika wydano aż 35 milionów funtów, więc takich statystyk  oczekuje się teraz od niego również w Premier League.

RAFAŁ NAHORNY